Home Świadectwa

Świadectwa

ROBERT:

​Z piątku na sobotę wyruszyłem na Ekstremalną Drogę Krzyżową. Trasa wiodła ze Starachowic na Święty Krzyż. Łączny kilometraż wyniósł 43.
​To pierwsza moja taka długa wyprawa. Przejścia około 30 kilkumetrowe są mi znane. Te ponad czterdziestokilometrowe i do tego w nocy jest wyzwaniem. Spotykamy się przed kościołem MBNP w Starachowicach. Stawiło się 24 osoby, w różnym wieku, większości młodych, takich jak ja czyli 50+ kilkoro. Po stroju większość to wytrawni piechurzy. Szybko ksiądz Damian moje myśli o turystycznym aspekcie wyprawy rozwiał. Zwrócił uwagę dlaczego idziemy. Sprawdziłem, czy mam kartkę ze swoimi rozważanymi na temat Męki Pańskiej. Na każdą Stacje Drogi Krzyżowej wypisałem swoje indywidualne intencje i rozważania. Mam nadziej, że mój wysiłek przybliży mnie do Boga.
​Ruszamy rozgadani zwartą grupą. Po około kilometrze tworzy się czoło grupy która szybko się oddala. Co trzy kilometry mamy Stacje Drogi Krzyżowej Ks. Damian prowadzi rozważania, ja po cichu czytam swoje, by przybliżyć Bogu intencję związane z moimi bliskimi. Sam nie musze o nic prosić, mogę dziękować za trzy lata trzeźwości. W grupie idzie nas dwóch trzeźwiejących alkoholików. Idę swoim tempem. Równo i miarowa jak to w moim zwyczaju. Skupiony na rozważaniu Męki Pańskiej. Pytanie które zawładnęło moimi myślami brzmi :
– czemu Bóg w ten sposób, czyli przez swoją śmierć na krzyżu postanowił pokazać jak bardzo nas kocha?
Tak straszne cierpienie. W tym wszystkim to mój młotek, gwoździe i moje dłonie. Osądziłem, wydałem wyrok, wykonałem.
Idzie mi się dobrze choć pada niewielki śnieg. Po oddechach niektórych słychać zmęczenie. Koleiną oznaką zmęczenia jest milczenie. Cała ekipa skupiła się na rozważaniu Drogi Krzyżowej. Kiedy mnie dopadnie kryzys? Cykliczność rozważań daje równy rytm dzięki temu droga szybko ubywa. Idziemy bitymi drogami a następnie asfaltowymi. Wchodzimy na Górkę Miejską w Bodzentynie mamy dłuższy postój. Przewodnik mówi o możliwości niedojściu do celu na godzinę szósta. Rozważne jest zmiana trasy. Grupa rozciągnęła się na długości około kilometra, to spowalnia marsz. Wchodzimy w las, idziemy dalej ścieżkami leśnymi po za kilkoma niewielkimi odcinkami do końca idziemy lasem. Trzymam się czołówki. Och młodzi mają kondycje. Myśli są przy Bogu i jego męce. Raz za razem odmawiam modlitwę, która jest zemną zawsze czyli „Ojcze Nasz”. To ona zastępuje mi wszystkie inne. Na kolejnej stacji ksiądz ogłasza, że teraz każdy prowadzi samodzielne rozważania. Oczekiwanie na wszystkich zbyt długo trwa. Sam jestem zadowolony. Skupiam się na własnych rozważaniach. Niosę bagaż intencji moich bliskich będę się o nich modlił.
Wchodzimy na Łysice najwyższy szczyt gór Świętokrzyskich. Dopada mnie kryzys. Czuje to zmęczenie, które znam dobrze i wiem, że nie mogę się zatrzymać . Odpoczynek przed wejściem na szczyt jest zabójstwem. Całe ubranie mam mokre od potu. Idę w samotności. Ciemna przestrzeń, ja i Bóg. To znaczy modlitwa do Boga tyle jest we mnie i wokół mnie. Jeszcze trochę i szczyt. Doszedłem. Odpoczywam, i myślę. Ile odwagi determinacji było w Jezusie Chrystusie by się nie poddać, nie uciec od cierpienia. Mięśnie mówią o swoim zmęczeniu, trudno wstać. Idę jak kaczka. Wiem, że to minie, nogi trzeba rozchodzić. Idziemy wzdłuż pasma gór Świętokrzyskich. W polu widzenia lampek jest około 14 osób. Pozostali idą dużo wolniej. Postanawiam za wszelka cenę dojść na godzinę 6 do klasztoru na Świętym Krzyżu. To ma boleć to nie wyprawa turystyczna. W Kakoninie jeszcze wspólne rozważanie. Kolejne czytanie o „liderze chrześcijańskim”. Jak łatwo powiedzieć jestem katolikiem, wierze, a cokolwiek uczynić w tym celu by to udowodnić to ogromna trudoność. Postanawiam większy nacisk kłaść na moje zachowanie. Czynem musze mówi o swojej wierze. Spotykamy grupę z Kielc też idą na Św. Krzyż.
Od tej pory z krótkim przystankiem idę mocnym tempem. Rozważam stacje w drodze. Młodzi ode mnie odeszli bardzo szybko. Za mną zostali pozostali. Idę sam w modlitwie.
Osiągam szczyt. Godzina jest 5.45 , teraz myślę o Spowiedzi Św. Ojcowie klasztoru i o tym pomyśleli. Korzystam z okazji i pozbywam się grzechów.
Wart było iść.
Tak na koniec Jezus Chrystus powiedział na krzyżu – „Boże czemuś mnie opuścił?”
Ja mam pytanie – Boże czemu nigdy mnie nie opuściłeś?
Może szlak św. Jakuba?(to tylko marzenie)

ROBERT:

Ekstremalna Droga Krzyżowa? Co to jest?
To była propozycja dla mężczyzn. Zamiast siedzieć w ławce kościelnej i słuchać rozważań Drogi Krzyżowej, wbij się w mocne buty i idź w noc. Idź w milczeniu, bez względu na pogodę. Idź 30, 40 kilometrów, a może więcej, aż do bólu, który poza modlitwą ofiarujesz Bogu.
​Na tydzień, dwa tygodnie przed Wielkanocą nie tylko mężczyźni, kobiety również, ruszają na nocne rozważania Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. W ubiegłym roku ze Starachowic, z Kościoła pw. Matki Bożej Nieostającej Pomocy dwie trasy prowadziły na Święty Krzyż. Poszedłem i ja.
​Idąc samotnie nocą, rozważając kolejne stacje drogi krzyżowej jest się prawdziwie bliżej Boga. Jest w tym coś niepojętego.
Moja samotna wędrówka ze Starachowic do Bodzentyna zapadła mi mocno w myśli. W Bodzentynie przyłączyli się do mnie moja żona Lila oraz Wojtek wraz z dwoma kuzynami. Dalsza droga przez Świętą Katarzynę, Łysicę, gdy mijaliśmy się z innymi uczestnikami EDK, dała mi zupełnie inne doznania. Wtedy trudno było już skupić się na sobie, że idziesz otulony ramionami Boga. Mimo tego cieszy cię widok ludzi podobnych do ciebie wędrujących w poszukiwaniu śladów Jezusa.
​Miesiąc później w piątek przed weekendem majowym postanowiłem pójść po raz kolejny samotnie na drogę krzyżową, na trasie miała dołączyć do mnie Lila. Był to kolejny dzień opadów deszczu. Ruszyłem o 17:00 z minutami z Nowej Słupi, przez Święty Krzyż dalej w kierunku Świętej Katarzyny. Gdy wszedłem w ścieżkę leśną za Hutą zrzuciłem pelerynę, a wyciągnąłem kije walking-owe, pomagały iść w wodzie i błocie. Przy trzeciej stacji padło pytanie „Czy jesteś przekonany, że ukończysz tę trasę EDK?”. Z Kakonina szedłem już po ciemku. Padał deszcz ze śniegiem, widoczność spadła do mniej niż 10 m, marsz utrudniała woda płynąca wąwozami drogi. Co jakiś czas gubiłem się, lądując w krzakach. Mimo to szczęśliwie dotarłem do kapliczki Świętego Mikołaja. Kubek herbaty, dwa kęsy chleba i czekolada na wzmocnienie. Stacja piąta i idę w ciemność. Zanim doszedłem do Łysicy znów kilka razy schodziłem z prowadzącego mnie szlaku. Gdy w końcu dotarłem do gołoborza, nie widziałem w ciemności i mgłach stojącego pośród głazów krzyża. Samotny, odpuściłem rozważania kolejnej stacji myśląc, że zrobię to pod daszkiem kapliczki Świętego Franciszka, razem z Lilą, gdzie na mnie już czekała.
Po paru minutach skutecznie zgubiłem ścieżkę. Szedłem z kompasem w ręku przez Puszczę Jodłową. Lili mówiłem przez telefon, zgodnie z prawdą, że schodzę z Łysicy: „Czekaj na mnie przy kapliczce”.
Człowiek zagubiony w ciemności… Jaka przenośnia! Nie kompas w ręku … a Biblia! Nie światło latarki … a Światłość Boża wokół mnie! Droga Krzyżowa moja.
Gdy wyszedłem z puszczy na asfaltową drogę w Świętej Katarzynie zrozumiałem, że doświadczyłem bliskości Jezusa, że wystarczyło te 23 kilometry w deszczu i poniewierce. Dziesięć minut później Lila była przy mnie. Szliśmy dalej do Starachowic, ale przemoczony opadałem z sił.
Dobrze mieć przyjaciół wokół siebie. O 23:30 Wojtek przyjechał swoim samochodem i zabrał nas do domu.
​Z końcem września wybrałem się po raz trzeci na Ekstremalną Drogę Krzyżową, tym razem z moim synem Mikołajem. Po Mszy Świętej w kościele pw. Najświętszego Serca Jezusowego, ruszyliśmy pieszo o 18:00 trasą przez Polanę Langiewicza, Wykus, Bodzentyn, Świętą Katarzynę na Święty Krzyż. Rozważania Drogi Krzyżowej czytaliśmy głośno, razem odmawialiśmy modlitwy, czasem coś komentowałem. Cieszyło mnie bardzo, że idzie ze mną syn. Byliśmy razem: ojciec i syn. Byliśmy razem w modlitwie, w podejmowanym wysiłku kolejnego kroku, w rozważaniach o męce Chrystusowej, w bólu zatartej skóry, w dreszczach ogarniającego zimna, w nadziei, że wytrwamy i w satysfakcji, że spędzamy dobrze ten czas.
Ostatnią stację drogi krzyżowej rozważaliśmy rankiem, po blisko 14 godzinach marszu, w pustej o tej porze Kaplicy Relikwii Drzewa Krzyża Świętego.

Facebook Auto Publish Powered By : XYZScripts.com